sobota, 20 kwietnia 2013




Cześć!!! :) Dzisiaj bardzo leniwa sobota, ale właściwie nawet mi to odpowiada. Wspominałam w poprzednim wpisie, że czekają mnie zmiany. Cóż, chyba bardzo potrzebowałam coś zmienić w swoim wyglądzie. Padło na włosy. Drogą dość ograniczonego wyboru koloru, kupiłam szamponetki o odcieniu "Kasztan". W życiu nie wpadłabym na to, że kasztanowy to kolor podchodzący pod rudy, bo na opakowaniu włosy kobiety wyglądały na dość ciemne! Liczyłam na brąz, jednak nie narzekam zbytnio, bo nie ma tragedii, a mała chwilowa zmiana jeszcze nikomu nie zaszkodziła..:) A jak tam u Was?
Ja wczoraj spędziłam miły dzień w studiu PAX na próbie przed koncertem zespołu Feedback. Chłopaki grają wspaniale, a Marty głos....CUDO!! Bardzo żałuję, że nie mogłam być na ich koncercie! Czuję, że byłoby to 40 minut rozkoszy dla moich uszu :) Później, razem ze znajomymi, posiedzieliśmy trochę w McDonaldzie i na basenie. A na koniec małe, szybkie zakupki  i w końcu dom.Wieczorem z nudów wzięłam się za pichcenie. Warzywa już od długiego czasu czekały w lodówce aż ktoś się nimi zainteresuje. Jakoś nie mogłam się przełamać, żeby zrobić tę sałatkę, a chodziła za mną przez cały tydzień! No i w końcu chwila wolnego pozwoliła mi się za nią wziąć :) Była tak smaczna, że rozeszła się w niecałe 15 minut a rodzice stwierdzili, że mogę robić ją częściej, haha :P




A teraz uciekam do moich ćwiczeń na brzuszek!! Pozdrawiam :)






wtorek, 16 kwietnia 2013

Miły i leniwy dzień. W szkole zaskoczyło nas jedynie czytanie ze zrozumieniem z j.polskiego, a reszta lekcji przebiegła "bezproblemowo" :D Od jutra zaczynam pięciodniowy weekend, z racji tego, że moje dziabączki wyjeżdżają na wycieczkę. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że czeka mnie do ogarnięcia mapa świata i stolice. Nienawidzę takich pamięciówek.. Ale dam radę! :) Wrzucam Wam zdjęcia z ostatniej sesji, która niestety nie wyszła tak, jak tego oczekiwałam. A jutro zmiany, zmiany.. Chyba!











niedziela, 14 kwietnia 2013


Wcinam lody i siedzę nad angielskim. Muszę ogarnąć jakąś ustną prezentację o bezdomności.. Pewnie i tak ze stresu połowy pozapominam, ale who cares. Grunt że w ogóle do tego przysiadłam.
Jak ja nie lubię niedziel. Każda jest taka sama. Albo umieram w łóżku z powodu bólu głowy i ogólnego rozbicia, albo uczę się, odrabiam lekcje i jem. Na szczęście pociesza mnie fakt, że tylko 2 dni do szkoły i potem trochę wolnego. Pogoda nawet ok, to kompletnie nie czas na narzekanie na nią. Bardzo się cieszę, że w końcu nie ma śniegu i mrozu. Te ujemne temperatury i ogólnie długa zima bardzo niekorzystnie na mnie wpłynęły. Nie cierpię zimna!! Marzę już o lecie... :)
Mam ochotę na rolki. Chyba wyciągnę je dziś z piwnicy i chodź trochę sobie pojeżdżę. Po ostatnim tygodniu całkowitego zaniedbania swoich planów dotyczących zrzucenia kilku kilogramów mam okropne wyrzuty sumienia. To chyba jednak prawda, że nasze ciało potrafi więcej, niż podpowiada nam to nasz umysł. Czuję, że moja silna wola zrobiła sobie urlop. A to pech.
Czekam na okres jak na zbawienie. Nie wiem czy powinnam tu o tym pisać, ale skoro to mój blog, to chyba mogę pisać o czymkolwiek co nawinie mi się na myśl, prawda? Jak nigdy na niego czekam. Czuję się taka obolała i napuchnięta. Poza tym targają mną różne dziwne stany emocjonalne i mam ochotę ciągle jeść. Ale chyba nie denerwuję się aż tak, jak ostatnim razem. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, bo w sumie czasami fajnie jest sobie pokrzyczeć bez większego powodu.
Prezentacja z angielskiego leży sobie niedokończona na biurku i zerka na mnie trochę. A mi się wcale nie chcę na niej skupiać. Niedziela powinna być dniem odpoczynku i relaksu, a nie siedzenia przed książkami!! Czy pisałam już jak bardzo pragnę wakacji? Ach tak.
 Mama właśnie powiedziała, że babcia upiekła jakieś ciasto z wiśniami. Fajnie.Czemu zawsze jak mam zamiar się odchudzać, to wszyscy są przeciwko mnie i robią smaczne, wysokokaloryczne rzeczy do jedzenia? :(
Idę odrobić angielski.